Reklama dostawy energii elektrycznej pod lupą przepisów unijnych i krajowych
Spis treści
- Czy brak umowy na piśmie oznacza brak zobowiązań?
- O czym dostawca energii elektrycznej musi poinformować w swojej reklamie?
- Dodatkowe wymogi obowiązują w przypadku „zaproszenia do dokonania zakupu”
- Czego o reklamie dostawy energii elektrycznej wyrok TSUE ze stycznia 2025 r.?
- Dlaczego jako dostawca energii musisz dokładnie sprawdzać swoje obowiązki?
Czy brak umowy na piśmie oznacza brak zobowiązań?
Temat „braku umowy”, a właściwie braku umowy w formie pisemnej pojawia się najczęściej w dwóch przypadkach:
- Kontrahent nie płaci za wykonaną usługę albo dostarczone produkty;
- Kontrahent stwierdza, że umowa z jakiegoś powodu jednak mu nie odpowiada i chce się z niej wycofać.
I co do zasady w żadnym z tych przypadków nie możemy stwierdzić, że umowy nie zawarto. Elegancki dokument podzielony na paragrafy, napisany prawniczym językiem, a może jeszcze opatrzony nie tylko podpisem, ale i pieczątką prezesa niekoniecznie jest potrzebny. I to nie on decyduje o tym, czy strony w kontaktach B2B łączą jakieś zobowiązania.
O czym dostawca energii elektrycznej musi poinformować w swojej reklamie?
Oprócz polskich ustaw firmy energetyczne muszą brać pod uwagę także regulacje unijne. A te obejmują m.in. dyrektywę dotyczącą nieuczciwych praktyk handlowych stosowanych przez przedsiębiorców wobec konsumentów.
Tym samym w kontaktach B2C dostawcy prądu muszą zwracać szczególną uwagę na to, o czym informują i w jaki sposób. Wspomniana dyrektywa ma chronić konsumentów m.in. przed wprowadzeniem w błąd. Dostawca energii elektrycznej nie może więc m.in. sięgać po takie praktyki, które uniemożliwiałyby konsumentowi podjęcie świadomej decyzji o skorzystaniu z danej oferty np. z uwagi na niedostarczenie mu niektórych informacji albo stosowanie niejasnych przekazów.
Dodatkowe wymogi obowiązują w przypadku „zaproszenia do dokonania zakupu”
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy dana reklama – np. zamieszczona na stronie internetowej – spełnia warunki tzw. „zaproszenia do dokonania zakupu”.
Według unijnego prawa jest to szczególna forma reklamy. I właśnie ze względu na swój szczególny charakter nakłada na dostawcę energii elektrycznej dodatkowe obowiązki związane z informacjami, jakich musi dostarczyć konsumentowi. Mowa tu przede wszystkim o takich elementach jak wyraźne informowanie o cenie wraz z podatkami. Z kolei jeśli takiej ceny z różnych powodów nie da się ustalić, należy poinformować, w jaki sposób jest ona obliczana.
Czego o reklamie dostawy energii elektrycznej wyrok TSUE ze stycznia 2025 r.?
Spełnienie wymogów nakładanych na przedsiębiorstwa działające w UE wcale nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Dowodem na to jest sprawa, którą na początku 2025 roku rozpatrywał Trybunał Sprawiedliwości UE. Dotyczyła ona niemieckiego dostawcy energii, który na swojej stronie internetowej udostępnił symulator cen. Użytkownik, wpisując kod pocztowy i zapotrzebowanie na energię, otrzymywał prognozowane koszty dostawy w taryfie dwustrefowej. Na tej podstawie mógł rozważyć zawarcie umowy.
Problem w tym, że cena wskazywana przez symulator nie uwzględniał wszystkich elementów końcowej ceny – w szczególności tzw. ilości wyrównawczej i powiązanych z nią opłat. Niemiecki odpowiednik polskiego UOKiK uznał, że pominięcie tych danych wprowadza konsumenta w błąd i postanowił interweniować. Spółka broniła się, argumentując, że:
- Nie była w stanie wskazać końcowej ceny dostawy energii elektrycznej. Ta uzależniona była m.in. od kosztów, które mogą być zmienne w czasie;
- Zamiast tego podała wszystkie czynniki wpływające na ustalenie ceny końcowej
- Użytkownik, chcąc skorzystać z oferty, musiał zaakceptować ogólne warunki sprzedaży, w których te informacje były jasno opisane;
- Konsument wiedział więc dokładnie: jakie czynniki wpływają na cenę i był ich świadomy. Otrzymał więc wszystkie informacje, których potrzebował do podjęcia racjonalnej decyzji.
TSUE zgodził się z argumentami spółki. Uznał, że dostawca energii elektrycznej nie ma obowiązku wskazania ceny końcowej. Czasami nie jest to możliwe i wtedy wystarczy określić zasady, na podstawie których taką cenę końcową się oblicza. Dokładnie tak, jak zrobiła to niemiecka spółka.
Nawet jeśli konsument nie może samodzielnie wyliczyć dokładnej kwoty, to i tak – przy odpowiednio przedstawionych informacjach – jest w stanie na podstawie takich informacji podjąć racjonalną decyzję zakupową.
Dlaczego jako dostawca energii musisz dokładnie sprawdzać swoje obowiązki?
Na pierwszy rzut oka wyrok TSUE mógłby sugerować, że naruszenie unijnych przepisów dotyczących reklamy energii elektrycznej nie jest łatwe, a ryzyko odpowiedzialności – niewielkie. To jednak mylny wniosek i to z kilku powodów.
W wydanym wyroku Trybunał podkreślił, że sąd krajowy musi jeszcze ocenić:
- Czy w konkretnym przypadku rzeczywiście nie było możliwe podanie końcowej ceny,
- Na ile informacje związane z podawaniem sposobu wyliczania tej ceny są widoczne i zrozumiałe (np. czy link odsyłający do ogólnych warunków sprzedaży jest zauważalny i prawidłowo przekierowuje do odpowiedniego dokumentu),
- Czy konsument rzeczywiście może skorzystać z oferty dopiero po potwierdzeniu, że zapoznał się z ogólnymi warunkami sprzedaży.
Wszystkie te kwestie w razie sporu będzie oceniał sąd w danym kraju UE. I co więcej, zgodnie z wytycznymi TSUE, musi wziąć wtedy pod uwagę okoliczności konkretnej sprawy – m.in. cechy konkretnego środka przekazu (np. symulatora cen na stronie internetowej), sposób udostępnienia informacji dotyczących cen, kontekst praktyki stosowanej przez przedsiębiorcę.
Do tego przy ocenie, czy dana reklama rzeczywiście jest niezgodna z dopuszczalnymi praktykami handlowymi, pod uwagę bierze się zachowanie hipotetycznego „typowego konsumenta”. Krótko mówiąc, sąd musi zadać pytanie: czy typowy konsument w takiej sytuacji mógłby zostać wprowadzony w błąd.
Wniosek? Wcale nie tak łatwo ocenić, czy sposób, w jaki prezentujesz cenę energii elektrycznej, jest zgodny z prawem unijnym i polskimi przepisami. A rozstrzygnięcie w tej sprawie wydane na Twoją niekorzyść może oznaczać ogromne straty. Przepisy zakładają, że postanowienia wprowadzające konsumenta w błąd traktuje się jako nieważne. Łatwo więc wyobrazić sobie, co może to oznaczać, dla przedsiębiorstwa, które nie spełniło obowiązków dotyczących reklamowania swoich usług. Szczególnie, gdy na podstawie takiej reklamy zawarło tysiące umów z konsumentami.
Zamiast gasić pożary, łatwiej jest im zapobiegać. Lepiej jeszcze przed wypuszczeniem reklamy upewnić się, że działasz zgodnie z przepisami. Jak widzisz, jest to na tyle zawiła kwestia, że trudno ocenić ją na własną rękę. I tu z pomocą przychodzi kancelaria. Nie bez powodu ten artykuł dotyczy branży energetycznej. To jeden z obsługiwanych przez nas sektorów. Wydawaliśmy już niejedną opinię dotyczącą reklam energii elektrycznej, wiemy, na co zwrócić uwagę i potrafimy ocenić ryzyko związane z konkretnymi działaniami. Jeśli chcesz mieć pewność, że Twoja reklama energii elektrycznej spełnia wszystkie wymogi unijne i krajowe – skontaktuj się z nami.